sobota, 9 lipca 2016

a wszystko się zaczęło...

A wszystko się zaczęło w 1972, gdy się urodziłam. Bo urodziłam się z nieco artystycznymi genami ;) dziadek prowadził przez całe życie zakład fotograficzny. Założył go, gdy miał 16 lat. Pomagała mu w fachu żona, która szybko nauczyła się tajników ustawiania, oświetlania, retuszu, wywoływania zdjęć. To było moje pierwsze zetknięcie z pracą a) na własny rachunek i b) związaną ze sztuką. 
Pradziadek ze strony mojego Taty natomiast był kowalem, kuł również ozdoby, krzyże i inne. Jego wnuk, a mój tata, amatorsko malował obrazy, potrafił robić tatuaże (nawet sobie samodzielnie), i również fascynował się fotografią.
Ja, ich skromna spadkobierczyni, od dziecka lubiłam rysować i malować. Moje pierwsze pastele to koh-i-noory Dziadka. Pierwszy papier: papier fotograficzny :) Co prawda, losy nie zaprowadziły mnie do szkoły plastycznej (jestem z wykształcenia filologiem), ale... tworzę bo lubię i tak, jak mi serce podpowiada. I takie mi ostatnio kredo życia przyszło do głowy: CREO ERGO SUM.  Czego i Tobie, Gościu na moim blogu, życzę! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Skomentuj :) Dziękuję! @